piątek, 27 marca 2015





(2) Rodowód


Dziadkowie  

   W 1948 roku, na przyjęciu w Ambasadzie RP w Rzymie, pewna dystyngowana, starsza pani, słysząc moje nazwisko, spytała: "A pan z jakich Zabiełłów?" Zdaje się, że podobne pytanie zadawały sobie w późniejszych latach liczne komisje weryfikacyjne, badające moje pochodzenie społeczne jako pracownika zatrudnionego na odpowiedzialnym stanowisku. Mej rozmówczyni odpowiedziałem wówczas: "z tych dobrych, łaskawa pani!". Komisjom natomiast musiałem przedstawiać szczegółowy życiorys, z którego wynikało niezbicie, że nie mam nic wspólnego z rodzinami hrabiów i wielkich posiadaczy ziemskich o tym samym nazwisku, a przodkowie z dziada pradziada zarabiali na chleb własną pracą. Oczywiście, to byli ci "dobrzy" Zabiełłowie, jakkolwiek pochodzili ze szlachty ziemiańskiej. Ale to odległe dzieje. Po wojnie, w jakąś aferę przemytniczą była zamieszana pewna hrabina Zabiełłowa. Koledzy z wojska podśmiewali się, winszując mi paranteli. Mogłem wraz z nimi śmiać się spokojnie. Hrabiowie wyszli z mody a brak ich w rodzinie - chociaż dziś patrzy się już na to z przymrużeniem oka - raczej pomagał w robieniu życiowej kariery. Pokrewieństwo z arystokracją ludzi prostych i niezamożnych zawsze budzi niezbyt przyzwoite skojarzenia, nie mówiąc już o niemądrym snobizmie. Wyobraźmy sobie, iż odległym krewniakiem okazał się osławiony hetman polny litewski Józef Zabiełło, targowiczanin powieszony przez lud warszawski w 1794 r. Czy byłby to zaszczyt dzisiaj, choć na pierwszy rzut oka facet mógł uchodzić za prekursora współczesnej "orientacji wschodniej"? Lepiej się więc stało, że co najmniej od stu lat czcigodni antenaci - chociaż herbowi szlachcice - borykali się z losem i klepali biedę, żyjąc z uczciwej pracy. Bowiem, jak mawiali starożytni, sic itur ad virtutem.


------------------

   Pamięć moja sięga trzeciego pokolenia, a fragmentaryczne przekazy rodziców i krewnych dostarczają skąpych wiadomości o pradziadach. Wcześniejsze dzieje rodziny toną w pomroce historii. Prapradziad Zabiełło niewiadomego imienia, żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku, musiał być zamożnym ziemianinem: trzynastu synów wyposażył w mająteczki i folwarki. Gniazdo rodzinne zwało się Zabieliszki - Worniany, gdzieś na Wilenszczyźnie. Ponieważ szlachcic bez herbu jest jak pies bez ogona, więc przodkowie pieczętowali się herbem Starża i nosili przydomek "Topór".
 
Pałac Zabiełłów w Kiejdanach, zbudowany na przełomie XVI i XVII w., obecnie pusty, podobno sprzedany jakiemuś litewskiemu przedsiębiorcy.

Tablica przy wejściu informująca, że jest to pomnik architektury, pałac Zabiełłów z przełomu XVII i XVIII w.
Na frontonie budynku nadal doskonale widoczny herb "Topór".



   Jeden z owych trzynastu synów miał na imię Jan i prawdopodobnie rezydował w odziedziczonym majątku Brzeźnica. Urodził się w latach trzydziestych ubiegłego wieku a ożenił z Hilarią, z domu Olędzka. 
-------------------------------------------------------------
   Już po opublikowaniu tego tekstu redaktor otrzymał od znanej badaczki drzewa genealogicznego Zabiełłów, Pani Julii Zabiello z Moskwy, wykaz antenatów od poł. XVII w. Pani Julia posiada w swojej bazie ponad dziesięć tysięcy nazwisk (!). 
   Okazuje się, że najstarszym znanym przodkiem naszej linii jest Krzysztof Zabiełło, ur. w 1639 r. Miał on syna Jerzego, ur. w 1669 r. Ten z kolei spłodził potomka Aleksandra w 1699 r. Aleksander miał również syna Piotra (1734 r.), ten zaś Jana Dyonizego (1774 r.). To właśnie ten, nieznany nam do tej pory ojciec Jana Zabiełły i zarazem prapradziadek autora. Zidentyfikowano u niego jak dotąd tylko ośmioro dzieci, w tym cztery córki (a nie trzynastu synów).
   Jan s. Jana urodził się nie w latach trzydziestych, lecz w 1809 r. Był dwukrotnie żonaty: z Weroniką Ilcewicz (dwoje dzieci: Józef w 1842 r. i Kazimiera) a kiedy żona zmarła w 1851 r., ożenił się ponownie w 1854 r. z dużo od siebie młodszą Hilarią Olędzką.
(red.)
---------------------------------------------------------------
Chyba niedługo cieszyli się swoją posiadłością, którą pradziad Jan z niewyjaśnionych przyczyn utracił. Może zadłużył się, może przehulał - a niewykluczone też, iż do utraty tej przyczyniły się władze carskie. W każdym razie wiadomo, że po śmierci Jana Hilaria nie miała żadnego majątku, trzymała jedynie dzierżawę. Małżeństwo miało jednego syna - Wincentego Adama, który przyszedł na świat 18 kwietnia 1859 r. Adam miał również przyrodnią siostrę, Kazimierę; nie wiem, czy była córką Jana czy Hilarii. Wincenty Adam to mój dziadek, którego dobrze pamiętam. Gospodarowanie Jana, a po jego śmierci Hilarii, szło widocznie kiepsko. Adam, ukończywszy kilka klas rosyjskiego gimnazjum, podjął pracę w kolejowych magazynach tytoniowych w Białymstoku. Nie musiała to być posada lukratywna; większą część zarobków odsyłał matce, borykającej się z trudnościami finansowymi na swej dzierżawie. Sam żywił się przeważnie zsiadłym mlekiem i ziemniakami. Nic dziwnego, że jak później opowiadał, kwaśne mleko obrzydło mu na całe życie.
-----------------------------------------------------
Z listu ciotki autora, Mirosławy Zabiełło:
" Pracował w magazynach kolejowych, gdzie składowano ogromne ilości różnego gatunku tytoniu. Ojciec był niepalący przez 30 lat życia. Właśnie tam, za namową kolegów, wciągnął się z łatwością."
------------------------------------------------------

Wincenty Adam Zabiełło 1889 r.

   Stan taki nie mógł trwać długo. Wkrótce Hilaria zrzekła się dzierżawy i przeniosła do Białegostoku. Zamieszkała wraz z synem, a dla podreperowania budżetu domowego trzymała uczniów "na stancji", prowadząc coś w rodzaju prywatnej bursy.
   W tym czasie Adam poznał młodą pannę, Wiktorię Dunin-Borkowską, córkę inżyniera Kazimierza Tomasza Dunin-Borkowskiego. Zakochany codziennie ją odwiedzał - a było to duże poświęcenie, zważywszy, że musiał przejść pieszo tam i z powrotem z dworca kolejowego na ulicę Piasta (dzielnica Bojary) co najmniej pięć kilometrów.

Wiktoria z Dunin-Borkowskich Zabiełlowa
Maria z Ostrowskich Dunin-Borkowska

Kazimierz Dunin-Borkowski
    Nędznie płatna posada dziadka Adama nie dawała możliwości utrzymania żony i rodziny. Musiał więc starać się o zajęcie dające większy dochód. Nie było to łatwe w owych czasach, zwłaszcza dla Polaków, i wiązało się najczęściej z wyjazdem w dalsze strony. Taką posadę znalazł dziadek aż koło Równego, w nowopowstałej cukrowni w Żytyniu (Wołyń). Otrzymał tam stanowisko kasjera, na którym pracował aż do zamknięcia fabryki, co nastąpiło po zakończeniu I wojny światowej. Mając lepiej płatną pracę, mógł się ożenić. 
 -------------------------------------------------------
 Z listu Mirosławy Zabiełło:
"Ojciec, zamierzając zmienić pracę, dowiedział sie od kogoś o cukrowni w Żytyniu, własności prywatnej spółki akcyjnej. Z wielkim trudem wyprosił sobie kilka dni urlopu (a urlopów żadnych za caratu Polakom nie dawali) i pojechał na Wołyń. Tam dostał z miejsca posadę kasjera i tam już pozostał. Opowiadał nam, że kiedy jeszcze nie miał zamiaru rzucać pracy w magazynach, wyśniła mu się cała podróż koleją na Wołyń, cały Żytyń, fabryka. Jadąc później, był oszołomiony, że wszystko to widział we śnie."
-------------------------------------------------------

Ślub Adama z Wiktorią Dunin-Borkowską miał miejsce 3 marca 1889 r. w Białymstoku, w starożytnym kościółku św. Franciszka (?), obecnie niknącym w cieniu ogromnej, neogotyckiej fary. Po ślubie młoda para wraz z Hilarią wyjechała do Żytynia. Przeżyli tam około czterdziestu lat. Tam też przyszły na świat wszystkie ich dzieci:
1. Wacław (mój ojciec) - ur. 5.03.1890 r. - zm. 18.11.1948 r.
2. Ewelina-Olimpia - ur. 16.04.1891 r. - zm. 23.06.1891 r.
3. Leonard - ur. 4.09.1892 r. - zm. 25.09.1892 r.
4. Stanisław - ur. 1.01.1894 r. - zm. 4.08.1902 r. (szkarlatyna)
5. Lucjan - ur. 18.12.1895 r. - zaginął bez wieści w 1940 r., prawdopodobnie zamordowany przez bolszewików.
6. Zofia - ur. 29.12.1899 r. - zm. 25.03.1900 r.
7. Walentyna-Irena - ur.2.03.1901 r. - zm. 11.09.1966 r. we Wrocławiu.
8. Stanisława - ur. 27.06.1902 r. - zm. 8.07.1955 r. we Wrocławiu.
9. Mirosława - ur. 5.08.1905 r. - zm. w 1976 r. we Wrocławiu.
10. Chłopiec poroniony.

   Tak więc z dziesięciorga dzieci tylko pięcioro dożyło wieku dojrzałego. Największą tragedią w rodzinie była śmierć 8-letniego Stasia, który skonał na rękach ojca, bezradnego wobec nieuleczalnych wówczas, a dziś prawie nieznanych chorób dziecięcych (szkarlatyna i krup). Wszyscy zmarli w tych latach, a także Hilaria (1901) oraz siostry Wiktorii: Julia Szpakowska i Helena Ostankowiczowa, zostali pochowani na cmentarzu w Szpanowie koło Równego.
Wincenty Adam Zabiełło - Żytyń 1910 r.

Wincenty Adam Zabiełło - 1930 r.
    Babka Wiktoria Borkowska - Zabiełłowa urodziła się w czasie Powstania Styczniowego, 11 marca 1863 r. Z tym wydarzeniem historycznym jest też związane jej imię. Mianowicie przed jej przyjściem na świat pradziadek Kazimierz Borkowski tak sobie wróżył: jeśli urodzi się syn, to powstanie zwycięży; wówczas da synowi imię Wiktor. Jeżeli będzie córka - powstanie upadnie. Tak też się stało. Mimo klęski, dziecko otrzymało imię Wiktorii. Podobno pradziadek rozgoryczony upadkiem Powstania, przez wiele miesięcy nie chciał patrzeć na niemowlę. Zaiste, w osobliwy sposób przejawiał się niekiedy wówczas tak skądinąd głęboki patriotyzm naszych przodków. Dopiero dzieciom Kazimierza danym było w wieku dojrzałym dożyć niepodległości.
----------------------------------
Wedle "Ilustrowanego przewodnika po Wołyniu" (1929 r.) dr Mieczysława Orłowicza:
"W odległości 9 km. od Równego, 3 km. na północ od szosy, zwraca uwagę okazały kompleks budynków fabrycznych i mieszkalnych. Jest to likwidująca się cukrownia Żytyń - Horodyszcze. Cukrownia ta znana pod nazwą "Elucja" założona była przez Blocha i Raca. Do czasu wojny europejskiej cukrownia przerabiała na rafinadę nie tylko melasę z cukrowni wołyńskich, lecz sprowadzała ją z lubelskiego i innych okolic. Z szosą państwową połączona jest prywatnym gościńcem (3 km.). Obecnie z powodu warunków produkcji ten największy ośrodek kultury i ducha polskiego, posiadający wzorową szkołę, ochronkę, szpital, kooperatywy, okazałe domy mieszkalne, stopniowo zamiera. Element polski pozbawiony pracy w cukrowni znajdującej się w stanie likwidacji, rozchodzi się po całej okolicy w poszukiwaniu zarobków. Dobra tutejsze należały niegdyś do Radziwiłłów, potem do Horodyskich."
Brama wjazdowa do dawnej Cukrowni "Elucja", w chwili wykonania fotografii - olejarni (1933 r.)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz